Coś pani, z takim łachmytą i gałganem?
niedziela, 4 października 2015
19 IX 2015
Chciałabym Ci sporo powiedzieć, że chcę się zmienić, że może tęsknię. Że kiedy widziałam Cię ostatnio, i jednocześnie po raz pierwszy od dwóch miesięcy, mocniej zabiło mi serce. Że zapominam o Tobie już trzeci miesiąc, że byłeś pierwszy i, że chciałabym z Tobą. Wszystko.
niedziela, 2 sierpnia 2015
Duże łgarstwo.
Siedziałam w parku, spaliłam dwie ostatnie fajki i zastanawiałam się która z nas ma gorzej. Ty, kiedy martwisz się tym, czy Paweł nie zapina w łazience kelnerki z kawiarni, czy ja. Bo ja chciałabym czasami posiedzieć z jakimś chłopakiem i pomilczeć. Łgarstwo. Ostatnio myślę bezustannie, doskwiera mi samotność. Tylko, że to nie jest samotność, w której brakowałoby mi Ciebie. Brakuje mi bliskości, żeby od czasu do czasu ktoś potrzymał mnie za rękę bez niepotrzebnych słów.Boli mnie fakt, że moje bycie nieudacznikiem wspięło się tak wysoko w tabeli bycia życiowym frajerem, że nie umiałabym z kimś być, choć tak bardzo tego chcę i potrzebuję. Dlatego Ci zazdroszczę, Tuna. Bo wolałabym umierać z miłości niż z tęsknoty za nią.
Parkowe przemyślenia.
W kłębach dymu papierosowego
rozmyślam o tym
Że życie skończyło się
w momencie, w którym
fajki mają boleć
Rozpoczęła się gonitwa
za tym co powinno być
A czego nie ma
Nie wzięłam w niej udziału
rozmyślam o tym
Że życie skończyło się
w momencie, w którym
fajki mają boleć
Rozpoczęła się gonitwa
za tym co powinno być
A czego nie ma
Nie wzięłam w niej udziału
sobota, 18 lipca 2015
To nie.
nie daję sobie rady, a może jednak daję? sama nie wiem. jedyne co zaczynam i kończę to papieros. brakuje mi tego prawdziwego rysowania. kiedy godzinami mogłam dopracowywać szczegóły. co się dzieje. jest mi tak bardzo nijak, nie potrafię tego zrozumieć.
poszłabym drogą przed siebie. z papierosami i alkoholem. pieprzyć abstynencję. pieprzyć teraźniejszość, przyszłość i normalne życie. wracając gdzieś, gdzie mój mózg jeszcze nie sięga, po udanym wieczorze wsiadłabym na motocykl nieznanego mężczyzny i kazała zawieźć się daleko. inną opcją byłoby rzucenie się pod samochód. ale jakiś porządny, a nie jakieś byle co. przecież nie pozwoliłabym by potrącił mnie passat, albo inna marna toyota. co to, to nie.
czwartek, 16 lipca 2015
500.
każde z moich zauroczeń kończyło się katastrofą. choć te katastrofy zawsze kończyły się delikatniejszym upadkiem od tego jedynego kanionu smutku, zazdrości i rozpaczy kiedy pierwszy raz się zakochałam.
był to zgoła nieodpowiedni wybranek, nie szanujący nikogo i niczego. nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że ten cholernik okręcił mnie sobie wokół palca, a broniłam się zaciekle, i przestał się interesować. zostałam na lodzie z krwawiącym sercem, które oddałam pomiotowi szatana co kleił się do każdej napotkanej dupy. czysto przyjacielsko, jakżeby inaczej. oglądając te jego wyczyny zżerała mnie zazdrość jakiej ma nadwątlona pewność siebie nigdy jeszcze nie zaznała.
potem błagałam już tylko o szybkie pchnięcie nożem, które zakończyłoby katusze związane z niewątpliwym strzałem w kolano, szczeniacką miłością zwieńczoną jakże uroczystym papierosem i przejazdem autobusem. od tamtego czasu się nie widzieliśmy.
był to zgoła nieodpowiedni wybranek, nie szanujący nikogo i niczego. nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że ten cholernik okręcił mnie sobie wokół palca, a broniłam się zaciekle, i przestał się interesować. zostałam na lodzie z krwawiącym sercem, które oddałam pomiotowi szatana co kleił się do każdej napotkanej dupy. czysto przyjacielsko, jakżeby inaczej. oglądając te jego wyczyny zżerała mnie zazdrość jakiej ma nadwątlona pewność siebie nigdy jeszcze nie zaznała.
potem błagałam już tylko o szybkie pchnięcie nożem, które zakończyłoby katusze związane z niewątpliwym strzałem w kolano, szczeniacką miłością zwieńczoną jakże uroczystym papierosem i przejazdem autobusem. od tamtego czasu się nie widzieliśmy.
środa, 15 lipca 2015
Początek.
określiłabym to jako początek, pięknej i obfitującej w zaskakujące wydarzenia, nowej ery, która zakończy się nieprzyjemnym upadkiem. zaryciem o asfalt, rozharataniem twarzy, przejechaniem przez ciężarówkę, a wreszcie rozszarpaniem przez psy.
i znowu nie wiem co ze sobą zrobić. miałam przeżyć do pierwszego i rzucić się w wir szkolnego życia. ale pokrzyżowali mi plany i nie wiem co robić. cały mój plan przestał być logiczny i chce mi się wyć. i nie wiem co robić. ten cały zamęt jest tak bardzo gimbazjalny, że chce mi się rzygać, ale tak bardzo prawdziwy, że zaśmiałabym się z ironii całej tej sytuacji, choć już dawno przestało mi być do śmiechu.
i znowu nie wiem co ze sobą zrobić. miałam przeżyć do pierwszego i rzucić się w wir szkolnego życia. ale pokrzyżowali mi plany i nie wiem co robić. cały mój plan przestał być logiczny i chce mi się wyć. i nie wiem co robić. ten cały zamęt jest tak bardzo gimbazjalny, że chce mi się rzygać, ale tak bardzo prawdziwy, że zaśmiałabym się z ironii całej tej sytuacji, choć już dawno przestało mi być do śmiechu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)