poszłabym drogą przed siebie. z papierosami i alkoholem. pieprzyć abstynencję. pieprzyć teraźniejszość, przyszłość i normalne życie. wracając gdzieś, gdzie mój mózg jeszcze nie sięga, po udanym wieczorze wsiadłabym na motocykl nieznanego mężczyzny i kazała zawieźć się daleko. inną opcją byłoby rzucenie się pod samochód. ale jakiś porządny, a nie jakieś byle co. przecież nie pozwoliłabym by potrącił mnie passat, albo inna marna toyota. co to, to nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz